„Tyler Cross 1: Black Rock” – western Noir z europejskiej ziemi

Europejski komiks zdaje się w dużej mierze stać na francuskich nogach. Do takich wniosków możemy dojść, jeśli spojrzymy – chociażby ogólnie – na popularne i dostępne tytuły wydawane w Polsce a pochodzące z Europy. Francuzi znani są z tego, że lubią robić wszystko po swojemu: pieczywo, sex czy wygrywanie wojen. Zdarza się, że swoimi dziełami składają hołd szczególnie nielubianej przez siebie kulturze, czyli amerykańskiej. Przykład? Tyler Cross – narysowany wprawdzie przez Niemca o pseudonimie Bruno, jednak za scenariusz odpowiada obywatel kraju, który bardzo dosłownie traktuje dewizę make love, not war. Duet Fabien Nury i Bruno zapatrzył się na twardą klasykę amerykańskiej kultury popularnej. W pierwszym zeszycie cyklu, czyli Tyler Cross – Black Rock smakujemy francuską wersję Noir, kina gangsterskiego oraz westernu!

Tyler Cross to komiks, z którym polubiłem się od pierwszego wejrzenia. Właściwie to sam jestem tym nieco zaskoczony, gdyż na pierwszy rzut oka wygląda… nazbyt prosto. Tak, słowo „prostota” to tutaj klucz, a nawet wytrych idealny, bowiem w Tylerze Crossie proste jest właściwie wszystko. Prosta jest kreska – gruba, wyraźna, niezbyt zniuansowana, grubo ciosane są postaci – pozbawione zbyt wielu detali, raczej sprowadzone do banalnego szkicu, banalna jest koloryzacja, prosta jest wreszcie sama historia. W rzeczy samej Tyler Cross: Black Rock to komiksowa autostrada, z bardzo łagodnymi łukami, ale i niepozbawiona szczególnego wdzięku oraz charakteru.

First things first. Tytułowy bohater to taki noirowski bandzior, twardy ale o szlachetnym sercu. Złego zastrzeli i niewieście pomoże – niemal tak, jak przykazał Bóg. Tyler nie jest harcerzem, a gdybyśmy chcieli być bardzo precyzyjni, to pewnie musielibyśmy go nazwać mafiozem. I takim go właśnie poznajemy, kiedy realizuje misję dla pewnego capo, a w misji udział bierze spora ilość narkotyków i jeszcze więcej złych emocji przeplatanych wieloma garściami ołowiu. Nie wdając się w szczegóły, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Mniej więcej nic nie idzie zgodnie z planem, ale za to w pełnej zgodzie z regułami Murphiego. Drobna katastrofa staje się punktem wyjścia do całkiem nowej opowieści, w której buty Crossa trafiają – nie same – do miejscowości Black Rock. A jak Rock, to wiadomo, że będzie się działo. Szybciutko bowiem pojawia się jeszcze więcej całkiem złych emocji oraz piękna niewiasta, którą Tyler będzie chciał… ach, bez spojlerów. Nie będę zdradzał co Tyler będzie chciał, bo i po co?

źródło grafiki: gildia.pl

Początek Tylera Crossa to klasyczne gangsta story, jednak wraz z pojawieniem się w Black Rock klimaty zjeżdżają na drogę o nazwie western i tutaj mają prawo nasunąć się czytelnikowi skojarzenia z takim na przykład Sergio Leone i jego spaghetti westernami, a nawet postacią Bezimiennego. Właściwie, kto wie, czy Tyler Cross, choć imieniem obdarzony, nie jest jakąś mutacją twardziela granego przez Clinta Eastwooda? Na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, myślę, że każdy dysponuje własną bazą, do której będzie mógł porównywać i odnosić Tylera Crossa. Nie oznacza to, że komiks jest kalką, wręcz naprzeciwko! To całkiem samodzielna opowieść, która spokojnie daje radę i bez odniesień oraz kontekstowo-kulturowych linków.

Crossa – faceta, nie komiks – opisać możemy jako prawdziwego twardziela, gościa z zasadami, ale i nieco elastycznym światopoglądem. Sprawnego, samowystarczalnego, nieco introwertycznego, lecz i nie całkiem odpornego na uroki mamony. Tacy goście już się pojawiali tysiące tysięcy razy. Ten konkretny przypadek zasługuje na to, by go nieco uwypuklić i zapamiętać. Nury naprawdę dał radę, swoją oszczędną narracją kreując wiarygodną i godną naszej sympatii postać. Poradził sobie także z opowieścią, która mimo oczywistej sztampowości wciąga i zaciekawia. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe i nieczęsto się udaje. Rysunki Bruno to też prawdziwy majstersztyk – uproszczone do granic możliwości, w dodatku pokryte płaskim kolorem nadanym przez Laurence Croix (koloryzacja), stanowią doskonałą ilustrację tego, o czym do nas mówi Nury.

Gwoli ścisłości należy wspomnieć o ważnej cesze komiksu: jest to pozycja brutalna. Krwi jest sporo, trupów jeszcze więcej. Jak dochodzi do wymiany ciosów, to nie są to grzeczne głasknięcia, ale jatka co się zowie, taka właśnie w stylu gangsterskim, w której przypadkowe ofiary mają charakter wyłącznie statystyczny. A jednak, miałem wrażenie, że nie o to tutaj chodzi. Że owszem, jest brutalnie, męsko, dorosło, lecz autorzy się w owej brutalności nie zatracili i nie pozwolili, by przesłoniła resztę historii. Niedługo napiszę recenzję komiksu, w którym ta sztuka się nie udała, ale o tym innym razem. Jeśli nie jesteście fanami gore – jako i ja nie jestem – to możemy pokusić się o postawienie tezy, że dacie radę przetrwać te mocniejsze fragmenty z nieuszkodzoną psyche.

źródło grafiki: http://www.europecomics.com/album/1-black-rock/

Black Rock nie jest komiksem idealnym i nie każdemu załomocze do niego serduszko. Podstawowym kłopotem może być to, co mnie totalnie ujęło, czyli charakterystyczna kreska oraz koloryzacja. Aby nie było zbyt słodko, rozczarowały mnie dwa drobiazgi: po pierwsze czas potrzebny na lekturę tego dzieła – krótszy niż miałbym na to ochotę. Co do drugiego zarzutu nie mam pewności, a w każdym razie nie potrafiłbym udowodnić na konkretnych przykładach, że mam rację, ale wydaje mi się, że scenariusz – tenże, który tak zasłużenie wychwalałem wcześniej, w paru miejscach nie został użyty zgodnie ze swoim potencjałem. Innymi słowy, nie zaszkodziłoby, gdyby jednak dorzucić do całości parę zdań i rozbudować opowieść w warstwie słownej. Ale i nawet z uwzględnieniem tych uwag, Tyler Cross: Black Rock ląduje u mnie na półce z pozycjami do zachowania i miłego wspominania.

Metka:

  • Tytuł: Tyler Cross (1) – Black Rock
  • Wydawca PL: OMG! Wytwórnia Słowobrazu 2018
  • Ilustrator: Bruno
  • Scenariusz: Fabien Nury
  • W skrócie: proste a cieszy!

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s