„Maus” – nie tylko (m)Auschwitz

Są tematy, których tykać nie lubię. I są takie, których wyjątkowo nie lubię. No i jest Holokaust, który stanowi osobną kategorię nielubienia. Nie żebym miał problemy polityczne czy światopoglądowe. Chyba po prostu przeczytałem już o tym zbyt wiele i mój umysł przesiąkł zbyt wielką ilością powiązanego z tym cierpienia, niemocy i niebotycznego rozczarowania rasą ludzką. Mam pełną świadomość faktu, że wbrew temu, co napisał Fukuyama, wcale nie nastąpił koniec historii. Historia ma się dobrze i trwa w najlepsze, a i wszystkie te emocje i kalkulacje, które kiedyś doprowadziły do zaistnienia Holokaustu pozostają aktualne, jest więc to nadal pole minowe, przez które nie da się przejść w jednym kawałku. Obowiązkową atrakcją towarzyszącą jest podpadnięcie którejś ze stron, gdyż równie źle jest być antysemitą, jak i anty-antysemitą. Może dlatego Maus czekał dobre pół roku, nim go zdjąłem z półki i przeczytałem. Dzisiaj żałuję, że stało się to tak późno, ale z drugiej strony: lepiej późno niż wcale. Gdyż Maus jest zarazem tym, czego się spodziewałem, ale i czymś zupełnie innym. Jest też dowodem na to, że takie trudne tematy powinny być realizowane przez takich ludzi jak Art Spiegelman. Gdybym miał stworzyć krótką listę utworów obowiązkowych, a jakoś odnoszących się do Holokaustu, Maus znalazłby się w pierwszej trójce, choć z pewnymi zastrzeżeniami.

Na początku musimy uściślić ważną rzecz. Maus to nie monografia Shoah, aczkolwiek zaiste, komiks obraca się wokół osi, którą stanowi temat Zagłady. Tym, co świadczy o geniuszu dzieła Spiegelmana, ale i o wspaniałej jego przyswajalności, jest wpisanie kwestii Zagłady w szerszy, zaskakująco ciekawy kontekst oraz porzucenie łopatologicznego moralizowania, krytykowania i wytykania palcem. Tutaj do wniosków możemy dojść sami, choć raczej nie ma się co spodziewać, by były inne od zamierzonych. Co ciekawe, nie będą to wnioski aż tak jednoznaczne i jednostronne, aczkolwiek odrobina czytelniczej wnikliwości jest wymagana – tylko odrobina i aż odrobina! – by dostrzec te drugie dna.

Zazwyczaj dość krytycznie odnoszę się do komiksów, w których za kreskę i scenariusz odpowiada jedna i ta sama osoba, gdyż zbyt często taka kombinacja po prostu się nie udaje. Miewam wrażenie, że autor zwykle koncentruje się na jednym obszarze swojego dzieła i jeśli, na przykład, spod jego ręki wychodzą fantastyczne rysunki, to poszkodowany jest scenariusz, potraktowany nazbyt lekko i bez należnego szacunku. Maus to przykład na to, że jednak się da, bo za obie płaszczyzny odpowiada Art Spiegelman i każda z nich wypadła co najmniej świetnie, by nie powiedzieć, że mistrzowsko.

W ramach rozwiązań wizualnych warto wyróżnić dwie płaszczyzny. Po pierwsze: postaci. W Mausie nie ma ludzi, są zwierzęta, a każdy naród ma swojego avatara ze świata fauny. Do tego jeszcze wrócimy, bo rzecz zasługuje na osobne omówienie, na ten moment warto zapamiętać, że Żydzi są myszami – co nie powinno zaskakiwać w świetle tytułu. Druga rzecz to sama kreska i ogólny wygląd komiksu. Linia Spiegelmana jest bardzo gruba, postaci są starannie wyłuskiwane z tła. W relacji ze stosunkowo niewielkimi kadrami, tego typu kreska zdaje się być wręcz przytłaczająca. Co niezwykłe, mimo tak ciężkiego rysu autorowi udało się zachować daleko posunięty minimalizm. Detali jest niewiele, ale i nie za mało: jest ich tyle, ile być powinno. Oddają blichtr eleganckich ubrań i szarą jednolitość obozowych drelichów. Prawdziwe mistrzostwo widać w mimice twarzy – pardon: mordek. Jedna czy dwie kreski – oczy lub usta – wystarczają, by oddać pełne spektrum emocji. W tym komiksie nigdy nie ma wątpliwości co widzimy, a już szczególnie nie mamy wątpliwości co do nastrojów bohaterów czy antagonistów. Złość, nienawiść, strach, chłodna kalkulacja, cwaniactwo, okrucieństwo, miłość, tęsknota… niesamowite, jak szeroki gradient czasami bardzo hermetycznych postaw może zostać ukazany tak skromnymi środkami! Mausa polecam wszystkim, którzy chcą się nauczyć rysunku – nie pod kątem plagiatowania szkiców, które są znakiem autorskim Spiegelmana, lecz by zrozumieć, na czym to polega.

Fabuła Mausa rozpięta została na dwóch planach czasowych. Pierwszy, to mniej więcej współczesność. Poznajemy w niej zarówno samego Arta (autora komiksu), jak i jego ojca, Włodka. Obaj mieszkają w Nowym Jorku, a ich relacje układają się… umiarkowanie. Włodek to osoba z innej epoki i dziecko swoich, jakże szczególnych czasów, Art z kolei należy do pokolenia, któremu przyszło żyć w lepszym, bezpieczniejszym świecie, a i pod mniejszą presją ze strony ojczystej kultury. Obaj są Żydami, ale żydowskość Arta nie ma w sobie owego charakterystycznego fundamentalizmu, z którym kojarzylibyśmy klasycznych Chasydów. Włodek, nie będący wszak również Chasydem, jest zarazem personifikacją klasycznego Żyda: trochę cwaniak, trochę dusigrosz, zawsze nakierowany na własny interes, obdarzony zarazem duchem urodzonego handlowca, zdolny kupować i sprzedawać zarówno w przedwojennej Łodzi, jak i w najmroczniejszych kątach Auschwitz. Maus to zatem w pewnym sensie zderzenie dwóch galaktyk, niby takich samych, ale zarazem tak różnych, jak to jest tylko możliwe. Różne okoliczności przymuszają niejako Arta do sporadycznego odwiedzania ojca, a ten trudny dla siebie czas pożytkuje zbierając wspomnienia Włodka i próbując stworzyć na ich podstawie scenariusz komiksu własnego autorstwa. To jest rama, w którą wpisana zostaje druga, dominująca płaszczyzna temporalna, a tym samym właściwa historia Włodka – jego dzieje przedwojenne i wojenne, których smutnym ukoronowaniem są obozy koncentracyjne. Nie da się tego opowiedzieć skrótowo, zwłaszcza jeśli nie chce się szafować spojlerami, ale warto podkreślić, że bilans „momentów” dramatycznych do bardziej neutralnych, czy nawet zabawnych jest zaskakująco „nieholokaustowy”. I w tym leży – moim zdaniem – jedna z wielkich zalet Mausa, znacząco poprawiająca przyswajalność opowieści i windująca czystą przyjemność płynącą z lektury.

A teraz najciekawsze: kontrowersje. Właściwie to z mojej strony będzie bardziej dyskusja z odbiorcami niż z twórcą komiksu, gdyż osobiście nie uważam, aby Maus był dziełem, które można określić mianem czy to obrazoburczego, czy choćby ryzykownego. A jednak, czytając recenzje czy komentarze na forach odkryłem, że wielu czytelników – lub osób, które przeczytały tylko opis komiksu, co w pewnym sensie też ich czyni czytelnikami, prawda? – ma do zarzucenia Spiegelmanowi sporo uchybień. Chociażby te nieszczęsne świnie, pod których postaciami ukazano Polaków. Sam Spiegelman tłumaczy to jasno: myszy (Żydzi) i koty (Niemcy) byli dwoma elementami swego rodzaju łańcucha pokarmowego, w animalistycznych odniesieniach autor uczynił oprawców urodzonymi myśliwymi, a ofiary urodzonymi ofiarami właśnie. Polacy nie byli częścią tego łańcucha. Oczywiście mogli zostać hipopotamami czy tchórzofretkami, jednak umówmy się: zawsze byłoby źle, bo my nadal nie umiemy rozmawiać o drugiej wojnie światowej w kontekście holokaustu i polskiej roli w tej tragedii. Kolejną kontrowersją jest zresztą fakt, że Spiegelman ukazuje Polaków jako wyrachowanych cwaniaków, chętnych do dorobienia się na żydowskiej tragedii… tyle, że umiarkowanie uważny czytelnik odkryje szybko, że i sami Żydzi są w ten sposób przedstawieni. Żydowska policja, próbująca uratować sama siebie kosztem pomocy nazistom czy zwykli, żydowscy cywile, skłonni pomagać swoim braciom wyłącznie za stosowne dary w złocie czy gotówce to najbardziej oczywiste przykłady tegoż – przykłady, od których podawania autor nie stroni. Co ciekawe, sam Włodek, jakkolwiek jest bardzo klasycznym Żydem w świetle swoich życiowych postaw, jest bardzo daleki od ukazywania wyższości swojego narodu. Nie uświadczymy tutaj zatem żadnej propagandy… i to jest chyba największą kontrowersją Mausa, który koniec końców jest wciągającą opowieścią o rodzinie zagubionej w historii.

Metka:

  • Tytuł: Maus
  • Wydawca PL: Wydawnictwo Komiksowe
  • Ilustrator: Art Spiegelman
  • Scenariusz: Art Spiegelman
  • W skrócie: wojna i Holokaust na poważnie i z dystansem

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s