„Criminal: Tchórz/Lawless” – mocny, współczesny noir

Często popełniam błąd, kojarząc historie spod znaku noir wyłącznie z dwudziestoleciem międzywojennym czy dekadą powojenną. Co do zasady, nie jest to złe skojarzenie, gdyż takie prawdziwe, klasyczne noir wymaga pewnych rekwizytów i klimatów charakterystycznych właśnie dla owej epoki. Jednak noir to nie tylko detektywi w prochowcach palący papierosa za papierosem i wplątujący się w szemrane afery, podjudzeni przez nieziemsko piękne i obowiązkowo tajemnicze kobiety. Noir da się przenieść na grunt bardziej współczesny, aczkolwiek przy założeniu, że nie klonując, zaś improwizując. Pamiętajmy, że noir to nie tylko estetyka, ale i rozwiązania fabularne. Noir to nie tylko mrok i deszcz, ale i obraz jakiejś beznadziei, ogromu zbrodni i bezprawia, korupcyjnego bagna. Noir to opowieść, w której nikt nie jest do końca pozytywny, ci lepsi, są po prostu mniej gorsi, jakkolwiek dziwnie to brzmi. W tym świetle Criminal jest świetnym przykładem nowego noir, a jeśli nawet z noirową klasyfikacją się nie zgodzimy (sam ją w tym przypadku traktuję z pewnym dystansem), to nic to nie zmienia w kwestii wartości utworu. To mocna, trzymająca w napięciu opowieść o kryminalistach walczących z innymi kryminalistami, w świecie, w którym ofiara może stać się drapieżnikiem, a drapieżnik ofiarą, ale koniec końców wszyscy są skazani na porażkę. W świecie, w którym samotność jest jedynym akceptowalnym stanem, jest tylko kwestią czasu aż natrafi się na kogoś od siebie sprytniejszego, lepiej ustawionego lub po prostu stojącego po lepszej stronie lufy.

Criminal to pozycja ciesząca się zasłużoną sławą. Ed Brubaker i Sean Phillips stworzyli dzieło zarówno wciągające i fascynujące, jak i wartościowe z punktu widzenia medium, jakim jest komiks. Pierwszy tom Criminala składa się z dwóch składowych części: Tchórza i Lawlessa. Są to niezależne od siebie historie i można je przeczytać w dowolnej kolejności.

W Tchórzu śledzimy losy Leo Pattersona, średniego kalibru złodzieja, inteligentnego i zręcznego, takiego, który nie pogardzi portfelem wyciągniętym z kieszeni marynarki, ale i odnajdzie się w grubszym, zorganizowanym skoku. Leo ma swoje zasady. Nie są to zasady moralne typu nie okradać dzieci czy kobiet w ciąży, choć niewykluczone, że nie do końca zniszczony przez swój los i otoczenie, w jakim przyszło mu żyć, Leo kłania się ku i takim ograniczeniom. Jednak to, co dla niego najważniejsze, to zasady pozwalające przeżyć z dala od więzienia. Oraz w ogóle przeżyć. Leo ma zawsze drogę ucieczki i nie podejmuje się „numerów” pachnących zbyt wielką brutalnością i zbędną strzelaniną. W światku kryminalistów Leo znany jest jako tchórz, jednak określany jest tak z pewną dozą szacunku. Bo to taki tchórz, któremu strach nie pozwoli popełnić krytycznego błędu i który się zawsze wykaraska. Nasz bohater otrzymuje propozycję współpracy od dwóch skorumpowanych gliniarzy. Napad na furgonetkę przewożącą do sądu zrabowane diamenty. Prosta robota, a dzięki udziałowi kilku policjantów wiadomo, że organy ścigania nie podejmą tropu zbyt szybko, o ile w ogóle. Rzecz się gmatwa, kiedy okazuje się, że diamenty to nie diamenty, ale coś bardziej trefnego. A pewni gracze mają swoje własne, ukryte plany. Leo musi zapłacić stosowną cenę za odstąpienie od własnych reguł, a triumf – o ile nadejdzie – będzie miał gorzki smak.

Lawless opowiada historię Tracy’ego Lawlessa. Tracy to zły gość. Wychowany w złym sąsiedztwie, przez rodziców kryminalistów, od dzieciństwa obracający się w świecie przestępców. Okrutny, ale i inteligentny, dobrze sobie radzi, aż do czasu, kiedy otrzymuje propozycję nie do odrzucenia: wstąpi do armii i będzie zabijał obcych ludzi, broniąc ojczyzny, albo trafi do pierdla. W rzeczywistości Lawless zaliczy zarówno kamasze, jak i więzienną pryczę, a kiedy dowie się o śmierci kochanego, młodszego brata, po prostu ucieknie z jednostki i zjawi tam, gdzie doszło do zabójstwa, by odnaleźć i ukarać winnych. Bezpardonowy, niewzruszony, pozbawiony zbędnych zahamowań i skuteczny niczym maszyna – taki jest Lawless, ale w świecie, do którego powrócił, nawet twardzi myśliwi muszą mieć odrobinę szczęścia, by pozostać na szczycie łańcucha pokarmowego.

Ed Brubaker przyznał, że Criminal przedstawia wątki znane mu z autopsji – autor scenariusza wychował się w takich właśnie okolicznościach przyrody i nie sposób się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że wie, o czym pisze. Czy jednak oznacza to, że Criminal jest historią realistyczną? I tak, i nie. Z jednej strony widać, że historie układają się w sposób tak zagmatwany i kuriozalny, że tylko życie mogło podpowiedzieć takie scenariusze. Z drugiej zaś, mam wrażenie, że Ed postanowił przyjąć dość jednostronną perspektywę poznawczą. Pesymistyczną. Opowieści zawarte w Criminalu sprawiają wrażenie, jakby były przypowieściami (po części też właśnie dlatego konotacje z noir). Nie zmienia to jednak faktu, że scenariusz jest mocną stroną Criminala. Powiem więcej: niewykluczone, że i Tchórz, i Lawless to jedne z najlepiej rozpisanych historii komiksowych, z jakimi miałem do czynienia. W zasadzie można by je określić mianem bezbłędnych. Świetne narracyjnie, bardzo sprawnie opowiedziane, z doskonale naszkicowanymi charakterami postaci… no właśnie. Postacie. Warto ten element komiksu podkreślić dodatkowo, gdyż jest to płaszczyzna szczególnie ciężko doświadczona w tej kategorii sztuki. Często odnoszę wrażenie, że twórcy po prostu nie są w stanie w odpowiednio minimalistycznej, wymuszonej przez formę komiksu skali odzwierciedlić realistycznych, żywych i wiarygodnych charakterów swoich bohaterów. Brubakerowi się to udało. Nie twierdzę, że akceptujemy jego bohaterów. Powiem więcej: niekoniecznie ich lubimy. Ale na swój sposób rozumiemy, szanujemy ich punkt wyjścia, rozumiemy, skąd się wzięli, czemu są tacy, jacy są. Nie myślimy o nich jako o postaciach sztucznych, papierowych. Taki efekt w komiksie to nie byle co!

Sean Phillips odpowiada za rysunki. Przy doskonałej robocie, którą odwalił Brubaker łatwo założyć, że każdy rysownik dałby radę. Faktem jest, że do dobrego scenariusza łatwiej dobrać rysunek niż na odwrót, a i czytelnikowi łatwiej zaakceptować poszczególne rozwiązania techniczne, jeśli kupuje historię. A jednak Sean nie poszedł na łatwiznę, rozrysował Criminala perfekcyjnie. Jego rysunki są klimatyczne i to właśnie w takim klimacie, jakiego potrzebował ten cykl. Cóż, chyba nie bez przyczyny Phillips i Brubaker stanowią tak znany i ceniony duet. Wracając jeszcze na chwilę do rysunków, podczas lektury Criminala miałem pewne skojarzenia z Punisherem. Sam Punisher był rysowany przez kilka osób, dorobił się przy tym kilku zróżnicowanych stylów, trudno mi wskazać jeden konkretny. A jednak, coś punisherowego w tej opowieści jest. Po części może to być kwestia stanowczej, mocnej kreski, bardzo przy tym realistycznej, po części zaś wzmiankowanego klimatu. Criminala i Punishera łączy mrok – rozumiany także dosłownie, bo obie te historie unikają nadmiernej ekspozycji wydarzeń na światło słoneczne. Ważne rzeczy dzieją się w nocy, sporo wydarza się w półmroku. Koniec końców, choć uwielbiam Punishera – także ze względów sentymentalnych – mając do wyboru którąś z tych dwóch pozycji, bez wahania postawiłbym na Criminala!

Metka:

  • Tytuł: Criminal
  • Wydawca PL: Mucha Comics
  • Ilustrator: Sean Phillips
  • Scenariusz: Ed Brubaker
  • W skrócie: świetny, wyrazisty thriller z wiarygodnymi postaciami

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s