„Barbarella” – czyli bimbałki wyzwolone

Powiem krótko: lubię treści dla dorosłych. Cóż, zdrowemu facetowi wypada, prawda? Pora zatem na ważne zastrzeżenie. Jestem z jednej strony bardzo tolerancyjny (sky is the limit), z drugiej zaś nie przepadam za nazbyt częstym i nieuzasadnionym tak zwanym epatowaniem, co w kulturze popularnej jest nagminne (i wielu sytuacjach zwyczajnie zbędne). Pamiętacie z czasów młodości te niekomfortowe sytuacje, kiedy np. oglądacie z rodzicami komedię, a tam nagle jakieś zaawansowane żarty z penisami i cipkami w roli głównej? I nagle człowiek nie wie, co zrobić, by należycie udawać, że go nie ma. Na szczęście na wszystko jest czas i miejsce, a kiedy już się te przytrafiają, to wtedy można rozluźnić krępujący nas gorset i odłożyć ad acta drobnomieszczańską moralność. Kultura popularna dostarcza nam niemal wszystkiego co tylko może być potrzebne, aby „udoroślić” naszą rozrywkę: od lekko erotycznych klimatów po twardy hardcore, od książek, po filmy. I gdzieś tam, parę dekad wstecz, jest zakotwiczona Barbarella – francuski komiks, który w swoich czasach musiał być określany mianem skandalizującego, a który dziś (o tempora, o mores!) zasługuje zaledwie na tkliwy łamane przez pobłażliwy uśmiech. Barbarella to zabytek, ale na szczęście łatwo będzie nam znaleźć kilka powodów, by temu zabytkowi poświęcić odrobinę czasu.

Nasze rozważania zacznijmy od tego, co ewidentnie nie jest mocną stroną komiksu – zgodnie z taktyką, że nic tak nie cieszy jak porządny roast. Krótko i prosto z mostu: fabuły w tym komiksie nie uświadczycie. Owszem, są pewne jej zalążki, jednak w całym tym lataniu po różnych planetach i płynnym przechodzeniu z jednego zagrożenia do drugiego nie ma ani grubszego sensu, ani logiki. Tak naprawdę przygody Barb z pierwszego tomu przypominają wizytę Tytusa, Romka i A’tomka na Wyspach Nonsensu – jeśli pamiętacie tę perełkę, to zapewne kojarzycie, że każda kolejna wyspa była zupełnie inna od poprzedniej i każda w zasadzie prezentowała zupełnie inną koncepcję… wszystkiego, a w dodatku, całkiem tytułowo, żadna nie miała sensu. Tak też Barbarella trafia najpierw do miasta będącego szklarnią (słynącą z produkcji kwiatów), później zaś odwiedzi m.in. społeczeństwo wzorowane na osiemnastowiecznej Ziemi, by na koniec trafić do miasta ulokowanego w centrum dziwnego labiryntu.

W perypetiach pomocą Barb służą mężczyźni – zwykle ci najprzystojniejsi, zwykle też sowicie nagrodzeni za swoje usługi. Tak, ekhm, w TEN sposób. Faceci Barb, trochę jak laski Bonda, mają także tę wspaniałą cechę, że niepotrzebni szybko umierają, zwalniając miejsce kolejnemu szczęśliwcowi. W drugim tomie Barbarella z jakiegoś powodu ulegnie atrakcjom związku względnie monogamicznego, co – gwoli ścisłości – nie pasuje ani jej, ani komiksowi. Zapewne nadmierna swoboda towarzyska naszej bohaterki okazała się trudna do przełknięcia dla zawiadowców kultury ówczesnej Francji. A może to autorzy ulegli presji swoich lepszych połówek? Sprawa to ciekawa, ale porzućmy ją tymczasem.

Nie za dużo pamiętam z przygód Barbarelli, aczkolwiek jakby się uprzeć, to wszystkie dałoby radę zawrzeć w krótkim zdaniu. Powinno się tam znaleźć coś o pretekstowości wydarzeń oraz o ogólnej skłonności Barb do znajdowania się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Ponownie: trochę jak James Bond, tyle że on na każde takie „niewłaściwe” miejsce potrzebował zwykle półtorej godziny czasu filmu, Barb zwykle zaś ogarnia sprawy w parę stron. I tu dochodzimy do ważnej uwagi: komiks, a przynajmniej jego pierwszy tom, nie tworzy spoistej struktury fabularnej, jest zbiorem krótkich opowiadań, zwykle przebiegających w podobny sposób. Szczerze? Nuda.

Co zatem ma prawo nas zainteresować Barbarellą?

Po pierwsze: ona sama. Jest ślicznie narysowana. Skojarzenia z Brigitte Bardot są tutaj względnie trafione. Barbarella prezentuje ideał urody z tamtych lat i trzeba tutaj przyznać, że ideał ten się nie zestarzał. A przynajmniej nie w takim wykonaniu! Kupuję Barbarellę bez zastanowienia. Kobietę, nie komiks. Ten już kupiłem wcześniej. Barb jest śliczna. I ma szereg wspaniałych cech, które mi imponują. Jak choćby wspomniana już nieznośna lekkość bytu. Powiedzmy sobie wprost: Barbarella to w gruncie rzeczy nimfomanka, w dodatku momentami bezwstydnie, acz uroczo kupcząca swoim ciałem. Cóż, jak dla mnie charakterologicznie jest okay. Polubiłem ją na samym początku i nie przestałem lubić do końca. Pomogło mi w tym „po drugie”.

Po drugie: dystans. Mam co do tego pewne wątpliwości. Nie wiem, czy wtedy kiedy Barb powstawała, dystans był included. Może nadpisałem treść komiksu, filtrując go przez swoje bieżące doświadczenia? W każdym razie, jakkolwiek fabuła w tym komiksie jest uboga i licha, to przynajmniej na korzyść twórców działa fakt, że chyba nie traktowali Barbarelli bardzo serio-serio. Co więcej, nasza nimfomanka bohaterka wydaje się być cokolwiek autoświadoma (jako kreacja, nie jako postać). Tropów na to wskazujących nie ma dużo, jednak te które odnajdziemy nieprzypadkowe. Tutaj przywołam mój ulubiony dialog:

– Oddam się temu, który mnie napoi… obiecuję.

I parę ramek dalej, bardzo smutna Barb:

– Wydaje mi się, że obiecałam coś w zamian za szklaneczkę czegokolwiek… Wygląda na to, że nikogo to nie zainteresowało!…

To takie delikatne przekłucie balonika, spojrzenie na bohaterkę z dystansu, a nawet w pewnym sensie próba jej ośmieszenia lub przynajmniej delikatnego wykpienia. A może i lekki prztyczek w stronę samców, którzy czasami też wolą sobie pogadać niż… no, wiadomo.

Okay, nie jest to szczyt autoświadomości, jednak dzięki takim delikatnym smaczkom współczesny czytelnik ma prawo – nomen omen – pozostać nie zniesmaczony. Bo Barbarella na serio nie ma sensu. Chyba, że jako pomnik. Ale takich pomników powstało sporo. Ja chętnie eksploruję dawne polskie komiksy i czytając Barbarellę, przyszedł mi na myśl Funky Koval – niestety, Barb jest lepsza właśnie o ten dystans. Funky był na serio, bez mrugania okiem, a pozbawiony nimbu świeżości i nowoczesności, jakim był kiedyś otoczony, jest po prostu słaby. Co więcej, nawet przy tej pretekstowej fabule, jaką nas raczy Barbarella, dostrzeżemy sprawną narrację i stosunkowo niewiele błędów scenariuszowych (jeśli, oczywiście, pominiemy ogólną płyciznę opowieści), co jest – niestety – kolejną przewagą francuskiego komiksu nad polskim. Myślę, że nawet na kilku przytoczonych cytatach i dymkach z załączonych kadrów widać, że twórcom Barbarelli sprawnie przychodziło nie tylko operowanie grafią, ale i słowem.

Dialogi są dość mocną stroną komiksu. O ile fabuła jest pretekstowa i klejona na ślinę, tak wypowiedzi bohaterów prezentują zazwyczaj akceptowalny, przynajmniej średni poziom, czasami zaś znacznie wyższy. Trudno tu mówić o psychologizacji czy o zaawansowanej dramatyzacji, po prostu widzimy, że ktoś włożył w to pewną ilość pracy (i miał ku temu predyspozycje).

– Powiedz mi Aiktorze… co właściwie potrafisz?

– Wszystko, proszę pani, wszystko… I to bardzo starannie.

Ten akurat dialog pochodzi ze sceny z robotem. W kolejnej scenie widzimy Barb przeciągającą się w łóżku (czy też na siedzeniu jakiegoś pojazdu) – ewidentnie oboje są „po”. W następnym kadrze robot wciąga spodnie. Brakuje wyłącznie papierosa w ustach naszej protagonistki…

Barbarella ma szczątkowy trzeci wymiar w rozumieniu świata przedstawionego – coś się dzieje z tyłu, czasami interesujące rzeczy nie zostały umieszczone na pierwszym planie. Drobiazgi, detale, niewielkie skarby ukryte w piasku – nie trzeba ich jednak mocno szukać, zwykle rzucają się w oczy.

– Minutojad robi z czasem co chce!… Od wczoraj mam wrażenie, że jest dzisiaj, a jutro niespecjalnie załatwia sprawę.

Źródło: Barbarella. Wydawnictwo Kurc, 2017. Dotyczy wszystkich cytatów.

Ot, taka wypowiedź na marginesie. Nic nieznacząca, ale dość zabawna z uwzględnieniem kontekstu. Przykład na to, że można. Ale i powód, by zadać pytanie: czemu tak mało?

Parę słów o kresce. Jest porządna. Rysunki są czarno-białe, nierzadko dość uproszczone, aczkolwiek trafiają się i takie bardziej rozbudowane, z mnóstwem szczegółów. Wszystkie są bardzo porządne technicznie, ładne, czytelne, na swój sposób ascetycznie doskonałe. Tam gdzie trzeba, bywają okraszone ślicznymi piersiami Barbarelli. I nie tylko piersiami, gwoli ścisłości. Warto tutaj podkreślić, że erotyka w Barbarelli jest dość delikatna, kobieca – kształty naszej protagonistki przywodzą na myśl raczej Brigitte Bardot niż Pamelę Anderson lub jakąś gwiazdkę porno. I to jest fajne, bo mimo chorobliwej skłonności Barb do zrzucania ubrań i lądowania w łóżku (lub jego substytucie) z coraz to nowymi mężczyznami (tudzież kobietami i robotami), grafika pozostaje nienachalna, łagodna w wymowie. Co do reszty zobrazowanych spraw – kwestia gustu, obecnie Barbarellę możemy co najwyżej określić mianem komiksu retrofuturystycznego ze wszystkimi jego przywarami i smaczkami.

Na koniec jeszcze jedna informacja. Komiks zawiera dwa tomy opowieści o Barb. Pierwszy to w gruncie rzeczy cykl „migawek” z kolejnych przygód niewiasty w kolejnych miastach na pewnej planecie (o czym już była mowa), zaś drugi to fabuła pełnowymiarowa z jedną, centralnie ulokowaną historią w środku. Mimo szarpanej narracji i braku logiki, tudzież przy mocno naciągniętym kontinuum przyczynowo-skutkowym, to pierwszy tom jest przyjemniejszy w lekturze. Drugi jest wręcz męczący, a i sama Barb utraciła w nim wiele ze swojego erotycznego czaru i powabu, stając się po prostu zagubioną w kosmosie duszą. Powiedzmy sobie jednak wprost: oba fabularnie leżą i kwiczą. Barbarella nie zadowoli odbiorcy szukającego wyrafinowanych opowieści czy po prostu twardych, rozbudowanych scenariuszy. To po prostu ciekawostka, miła dla oka, w dodatku okraszona miłymi męskiemu sercu akcentami erotycznymi.

Tylko tyle i aż tyle.

Metka:

  • Tytuł: Jean-Claude Forest
  • Wydawca PL: Kurc, 2017
  • Ilustrator: Jean-Claude Forest
  • Scenariusz: Jean-Claude Forest
  • W skrócie: make sex, not science-fiction

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s