„Umowa z Bogiem. Trylogia” – jak to było z Dropsie Avenue

Dawno temu pojawiła się na blogu recenzja komiksu Maus. Traf chciał, że w krótkim czasie miałem okazję przeczytać aż dwie dość znaczące i mocno już osadzone w historii dzieła podchodzące to w ten lub inny sposób do tematu Żydów. O ile wspomniany Maus był opowieścią osnutą na dość dramatycznej kanwie – z długim cieniem Auschwitz widocznym już od pierwszych stron powieści – tak Umowa z Bogiem, jest nieco bardziej humorystycznym spojrzeniem na pewien wycinek historii żydowskiej społeczności w Nowym Jorku. W zasadzie powyższe zdanie nie jest do końca prawdziwe bez paru uzupełnień. Trylogia Eisnera nie bez przyczyny jest określana mianem trylogii – składają się na nią trzy powieści graficzne, różniące się nieco charakterem, ale i treścią. O ile do szczegółów przejdę dalej, to już we wstępie warto podkreślić, że Trylogia jest nie tylko opowieścią o Żydach – acz ten wątek jest znaczący – ale i paru innych grup narodowościowych, których losy wplątały się w skomplikowaną orbitę Dropsie Avenue oraz, wreszcie, o samej Dropsie Avenue, która koniec końców okazała się interesującą bohaterką sama w sobie. Kolejny detal: tytuł Trylogia Eisnera nie istnieje. Omawiane dzieło składa się z samodzielnych komiksów: Umowy z Bogiem, Siła życiowa i Dropsie Avenue, a wydanie zbiorcze tychże zostało zatytułowane Umowa z Bogiem. Trylogia. Ja jednak pozwolę sobie używać tytułu nieoficjalnego, bo skoro była już Trylogia Sienkiewicza, Trylogia husycka czy nawet Trylogia Graya, to czemu by miało nie być Trylogii Eisnera?

Umowa z Bogiem to pozycja bardzo ważna dla każdego konesera komiksu. Dzieło to uchodzi za pierwszą powieść graficzną, trudno zatem przecenić jej wpływ na kształtowanie się komiksu jako takiego. Wydana oryginalnie w 1978 roku, a więc ponad cztery dekady temu, stanowi interesujący przyczynek do badania historii komiksowego medium, sama w sobie będąc zarazem sprytnie pomyślaną historią Nowego Jorku. W praktyce zaś nie tyle całego Wielkiego Jabłka, ile tytułowej Dropsie Avenue.

Ktoś może zapytać: co jest ciekawego w historii ulicy czy nawet dzielnicy? Odpowiedź jest nieliniowa: o ciekawości takiej opowieści decyduje osoba opowiadającego. A Will Eisner miał naprawdę niezły koncept i wiedział, jak go zrealizować. Historię Dropsie Avenue poznajemy praktycznie od ab ovo, czyli od czasów, kiedy… jeszcze nie istniała, a na jej miejscu była farma, która dopiero później nadała miano całej okolicy. Obserwujemy rozwój wydarzeń i dostrzegamy cykliczność historii, kiedy to w zależności od wartości terenu miejsce zapełniają eleganckie domy bądź tanie czynszówki. Najciekawsi są zawsze ludzie. Eisnera pomysł na przemijanie to ukazanie ewolucji etnicznej mieszkańców Dropsie Avenue. Żydzi, Portorykańczycy, Włosi – w miarę jak Dropsie Avenue przeżywa wzloty i upadki, dotychczasowi lokatorzy są wypierani przez nową, dominującą grupę, która pogrąża okolicę w większej biedzie bądź nadaje jej blichtru. Niezwykłe jest obserwowanie tych przemian w tak skondensowanej postaci, aczkolwiek jest to odrobinę nudne. Tylko odrobinę. Wybaczamy to Eisnerowi, bo jego konsekwencja w rysowaniu postępującej ewolucji jest kluczowa dla całego dzieła.

Ale Umowa z Bogiem to nie tylko Dropsie Avenue i coraz to nowe grupy etniczne. Umowa z Bogiem to także paru interesujących bohaterów jednostkowych. Zresztą, tytułowe dzieło Trylogii jest taką właśnie historią, bardzo kameralną, ale i emocjonalną. Rabin Frimme Hersch stracił ukochaną córkę i staje się to dla niego punktem wyjścia do zakwestionowania boskiego planu. Wytrącony z równowagi wadzi się z Bogiem, choć oczywiście jest to monolog bez szans przekształcenia w dwustronną dyskusję. Smutek miesza się z podskórnym rozbawieniem, bo całość zdaje się po trochu kpić z czegoś, co moglibyśmy nazwać „klasyczną żydowskością” (za przeproszeniem, jeśli ten termin jest w którymś z aktualnych spisów określeń drażliwych). Notebene, u Eisnera może się podobać spory dystans, z jakim podchodzi do swoich opowieści. Nie brak mu zaangażowania i zrozumienia, jednak jego cierpiący bohaterowie są bardziej tragikomiczni niż po prostu tragiczni.

Umowa z Bogiem to kawał klasycznego komiksu, który warto przeczytać chociażby po to, by wiedzieć, jak to się właściwie zaczęło. Od Eisnera do Ennisa (Gartha) droga długa, wszak nawet najdłuższa droga gdzieś się musi rozpocząć. Co niezwykłe, choć po Umowie z Bogiem widać wszystkie minione lata i widać, że jest to zabytek, to błędem byłoby oczekiwanie, że jest to pozycja służąca wyłącznie kurzeniu się na półce. To się naprawdę da przeczytać. Może nie jednym ciurkiem. Może nie w stanie totalnego zachwytu. Jednak przeczytać się da, a i frajdy nie brakuje. Tak naprawdę to zarzuty można wysnuć do dzieła Eisnera tylko dwa: o nieco zestarzałą kreskę oraz nierówny poziom fabularny. Ten drugi niuans jest poważniejszy, wszak i teraz powstają komiksy o bardzo silnej stylizacji, czy poddane niezwykle mocnym uproszczeniom graficznym, bądź też w ogóle „odjechane” w dowolny z dostępnych światów – w morzu tych wszystkich opcji i rozwiązań rysunki Eisnera nie odstają na minus. To solidna, dobrze zrobiona grafika, po której poznać można rękę kogoś, kto nie przypadkiem rozpoczął karierę komiksu jako takiego.

Metka:

  • Tytuł: Umowa z Bogiem. Trylogia
  • Wydawca PL: Egmont
  • Ilustrator: Will Eisner
  • Scenariusz: Will Eisner
  • W skrócie: jedna ulica a stron ponad pięćset!

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s