„Yans t.1” – udana archeologia

Nie wszyscy załapali się na komiksy w czasach dzieciństwa. Nie wszyscy dawni czytelnicy komiksów wytrwali w swoim uwielbieniu do rysunkowych historii. Zmieniła się moda na to, co jest rysowane i jak jest rysowane. Naprawdę rzadko się zdarza, by kultowa pozycja z lat osiemdziesiątych nadal okręcała sobie wokół palca rzesze wielbicieli teraz, cztery dekady później. Nie zmienia to jednak faktu, że warto eksplorować stare. Czasami dla czystej frajdy odkrywania historii medium, czasami dla pośmiania się. Polska scena komiksowa nie stała zbyt wieloma pozycjami, stąd i nie ma aż tak wiele do badania. Na wokandzie pojawiły się już Ekspedycja (uczciwie skrytykowana) i Funky Koval (uczciwie trochę pochwalony). Pora na kolejne ważne dzieło z tamtego okresu, a mianowicie Yansa lub jak kto woli Hansa, bo i pod taką nazwą występowało w odległych krainach słynne dziecko Grzegorza Rosińskiego i Zbigniewa Kasprzaka. Yans vel Hans tchnie nieco myszką, ale zaprawdę powiadam Wam: czyta się to z przyjemnością i nie trzeba mrużyć oczu! A przynajmniej nie bardzo często.

Mógłby ktoś zapytać, co ja właściwie chcę od kultowych polskich komiksów. Otóż chciałbym, aby odkryte po latach przynosiły satysfakcję z doskonałej lektury i aby dało się je docenić nie w myśl koncepcji „dobre, bo polskie”, ale „po prostu dobre”. Trochę zapewne przesadzam z narzekaniami, wszak w świetle mojej amatorskiej krytyki znalazły się do tej pory ledwo dwie pozycje: Ekspedycja i Funky Koval, chyba że za klasykę policzymy także świetny Halloween Blues. Yans już na wstępie wiele obiecuje. Nie może być inaczej, skoro za kreskę odpowiada Grzegorz Rosiński – czyli pan od Thorgala i Kapitana Żbika. Gwoli ścisłości nasi rysownicy nie bez przyczyny tak łatwo się odnajdowali na obcej ziemi – zarówno Rosiński, jak i Zbigniew Kasprzak czy Bogusław Polch to twórcy z górnej półki, a uczynione ich dłońmi komiksy bywają prawdziwymi dziełami sztuki. Yans zasługuje na komplementy: narysowany został bezbłędnie, z ikrą i pomysłem. Owszem, futurystyczne wizje szkicowane w latach osiemdziesiątych nieco się już zestarzały, co nie dziwi, jeśli uświadomimy sobie, jak wielką rewolucję przeszedł komiks jako taki przez ostatnie trzy dekady, jednak nadal zasługują na uwagę i podziw. To nie umiejętności Rosińskiego wyblakły, a naszkicowany przez niego świat wpadł w szufladę z metką „retro”.

Słabością polskich starych komiksów nie jest jednak kreska. Jest nią scenariusz. Aż nazbyt często bywa on niekonsekwentny, mało płynny i dziurawy lub – w lepszym wypadku – łatany naprędce i bez staranności. Jeśli założymy, że komiks – tak jak książka – powinien bezbłędnie wprowadzać nas w świat przedstawiony, a potem utrzymać w wykreowanym klimacie, tak zbyt często warunek ten nie jest spełniony. Yans, na szczęście, odstaje od tej normy. Nadal nie jest to scenariusz wybitny i godny unieśmiertelnienia, ale jest odpowiednio dobry i trzyma poziom. W opowieść utkaną wspólnie przez André-Paula Duchâteau i Grzegorza Rosińskiego można nawet tak jakby uwierzyć. „Tak jakby”, gdyż scenariusz w większym stopniu niż grafika ucierpiał od przemian mediów wizualnych. Teraz po prostu komiksy pisze się inaczej, a ja osobiście mam wrażenie, że sam scenariusz komiksowy bywa traktowany poważniej. Wróćmy do meritum. Yans daje radę na obu frontach: jest bardzo dobry graficznie (z pewnymi zastrzeżeniami wynikającymi z upływu czasu) i akceptowalny fabularnie. A skoro już to stwierdziliśmy, to może w końcu napiszmy, o czym traktuje owo dzieło.

Yans dzieje się w nie do końca określonej (quasi)przyszłości, o której wiemy głównie tyle, że ma miejsce po katastroficznej wojnie nuklearnej. Ludzie, którzy ją przetrwali żyją w tajemniczym Mieście, które zdaje się być na poły despotyczną, by nie powiedzieć: totalitarną, strukturą. Miasto dysponuje zaawansowaną technologią, która pozwala m.in. na podróże w czasie. Yans to agent, którego zadaniem jest zmieniać bieg wydarzeń w przeszłości tak, by teraźniejszość i przyszłość odpowiadały zamierzeniom jego szefów. W kolejnych częściach akcja lokuje się także w teraźniejszości – z naszej perspektywy jest to nadal odległa przyszłość – oraz w okolicy samego Miasta i na dwóch innych planetach. Prawdę mówiąc, miałbym spory kłopot z precyzyjną rekapitulacją osi fabularnej w Yansie. Po pierwsze dlatego, że dzieje się zaskakująco dużo, a wydarzenia następują szybko po sobie. Po drugiej, niestety, niewiele jest tutaj zdarzeń istotnych, większość to po prostu inscenizacje, w których nasz bohater ma odegrać określoną rolę i w miarę przewracania kolejnych kartek komiksu zapominamy o tym, czego uświadczyliśmy wcześniej. Po trzecie, fabuła niebezpiecznie głęboko czerpie z kufra evergreenów: Yans się zakochuje, zły człowiek nie chce, by Yans był szczęśliwy, Yans walczy o miłość, przy okazji zbawia świat swój i kilka okolicznych, the end. Okay, zabrzmiało to licho, przyznaję. Na szczęście Yans lichy nie jest. Mimo ograniczonego kalibru fabuły oraz takich a nie innych zagrań (a pamiętajmy, że ten komiks nie był tworzony dla czytelnika z roku 2021!), całość zdaje się mieć sens. Jest nieźle spięta, przyjemnie poprowadzona. I nie aż tak dramatycznie sypka w szczegółach, jak to się przytrafia zwykle starym, polskim komiksom – i nie tylko polskim. Powiedzmy sobie jednak wprost: nie dla fabuły rozważacie zakup Yansa, a dla zapełnienia tego miejsca na półce, które w myślach otagowaliście „polska klasyka”.

Yans nadal robi wrażenie grafiką. Dzieło Rosińskiego zestarzało się, bo musiało, zresztą skoro już o tym mowa, to Yans jest przecież opowieścią science-fiction, a znacie drugi gatunek, który tak bardzo ucierpiałby przez ostatnie kilka dekad? Czy to książka, czy komiks, czy film – każde science-fiction bazuje na pewnej wizji przyszłości i zazwyczaj jest to wizja snuta wokół rozważań technologicznych. No i mamy klops, bo w świecie Yansa telefony są dla przykładu odpowiednio lepsze niż te, którymi musiał się posługiwać Rosiński, jednak nie umywają się do pierwszego lepszego budżetowego modelu smartfona, który możecie nabyć w cenie kilku wizyt w kinie (czy też: dwóch-trzech ładnie wydanych komiksów). Co ciekawe, Rosiński stworzył na tyle spójną i klimatyczną wizję, że możemy ją zaakceptować nawet dzisiaj. Dobra kreska plus mocna wyobraźnia robią swoje.

Metka:

  • Tytuł: Yans
  • Wydawca PL: Egmont
  • Ilustrator: Grzegorz Rosiński (t. 1-6)
  • Scenariusz: André-Paul Duchâteau
  • W skrócie: stare, polskie i z sensem

2 Comments

  1. Za młodego bardzo lubiłem ten komiks, a i teraz darzę go dużym sentymentem. Fajnie, że tak wciągająco go omówiłeś 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s