„Lucyfer. Diabelska komedia” – gorsze momenty Luciego

Kultura popularna zalewa nas morzem, ba!, oceanem coraz to nowych i lepszych (czy też gorszych) superbohaterów i przeciwstawianych im superzłoli. Wydaje się, że jedyną granicą tej twórczości są oczywiste ograniczenia dotyczące kolorystyki kostiumów tychże postaci, wszak powszechnie wiadomo, że każdy porządny hero czy równie nieporządny bad guy musi mieć seksowny trykocik i nielichą fryzurę, a fajne kozaczki czy nawet kaloszki też zdają się być spoko na miejscu. Jakże łatwo zapomnieć, że przecież najbardziej kultowi arcyzłole wywodzą się poniekąd z czegoś, co jest zupełnym zaprzeczeniem kultury popularnej, mianowicie z wierzeń i szeroko rozumianego obszaru duchowego. Czasami te dwa światy się zderzają – z różnym efektem. Weźmy takiego Lucyfera – utożsamianego z samym Diabłem czy Szatanem: jego kreacje przemykały przez wielki ekran od dawien dawna, a jeszcze częściej trafiały na stronice książek. Komiks, zapewne z uwagi na obfitość innych kolorowych złoli, niechętnie ilustrował Wielkiego Złego, aczkolwiek i takie przypadki się zdarzały, bo wspomnieć np. Spawna. Koniec końców to jednak Sandman Universum wydaje się być największym i najważniejszym zasobem powieści graficznej, jeśli chodzi o odniesienia do Luciego. Lucyfer. Diabelska komedia to pierwszy tom pobocznej opowieści z tego uniwersum, w której właśnie Lucyfer gra pierwsze skrzypce.

Historia komiksów z cyklu Sandman Universum jest sama w sobie dość mroczna i zagmatwana – co uczciwie przyznaję, że wiem właściwie z zajęć teoretycznych, bowiem niniejszy Lucyfer to mój pierwszy kontakt ze światem stworzonym przez Neila Gaimana. Nie mogę i nie zamierzam oceniać Diabelskiej komedii na tle innych sandmanowych pozycji, co jest w tych okolicznościach oczywiste. Mogę natomiast – i zamierzam – spojrzeć na niego jako na dzieło samodzielne, co nie powinno umniejszyć w żaden sposób jego rangi, jakakolwiek by ona nie była. Pozwolę sobie także pominąć milczeniem osobę Gaimana, który firmuje uniwersum, jednak nie przykładał ręki do stworzenia tego tomiku.

Każdy miewa gorsze dni, czemu zatem nie miałby ich mieć sam Lucyfer? Pana piekieł poznajemy, kiedy jest w apogeum własnej słabości. Obleczony w ciało starego, schorowanego człowieka, uwięziony w dziwnym miejscu, które nie jest do końca rzeczywiste, a jednak skutecznie krępuje jego potencjalnie nieposkromionego ducha. Jakie wydarzenia doprowadziły do upadku i spętania Lucyfera? Gdzie naprawdę znajduje się jego cela? Oraz, last but not least, czy da się z niej uciec? To są pytania, na które wraz z niezbyt jasno obecnie świecącą Gwiazdą Zaranną próbują sobie odpowiedzieć także czytelnicy. Nieco więcej, nomen omen, światła, rzucają wydarzenia dziejące się na dwóch innych, mocniej zdefiniowanych płaszczyznach czasoprzestrzennych: w przeszłości i właściwej teraźniejszości. Krok za krokiem przybliżamy się do poznania przyczyn, które legły u podstaw bieżącej, jakże niezwykłej sytuacji. Poznajemy także grono innych postaci, zarówno z pierwszego, jak i drugiego planu, zarówno śmiertelników, jak i nieśmiertelnych – w ich relacjach i działaniach ukryte są podpowiedzi czy wręcz odpowiedzi. A może także klucz otwierający niewidoczne bramy niematerialnej celi Lucyfera.

Grafika w komiksie jest dzieckiem aż dwóch autorów: braci Fiumara. To jest obszar dzieła, co do którego mam dwie, poniekąd wykluczające się opnie. Z jednej bowiem strony komiks jest narysowany prześlicznie i mega klimatycznie. Zwłaszcza sceny w „więzieniu” Lucyfera są szczególnie intrygujące i zapadające w pamięć. Na to nakłada się doskonała koloryzacja, która wraz z nieco zdywersyfikowaną kreską dodatkowo pomaga oddzielić poszczególne plany opowieści, które są de facto osobnymi całościami, połączonymi jedynie przez ramy ogólnej historii. To nie jest tak, że cały komiks rzuca na kolana: wiele kadrów jest po prostu bardzo dobrych i technicznie w porządku, aczkolwiek niektóre są po prostu zachwycające. I to warto podkreślić. A skoro już to uczyniliśmy, to nie zaszkodzi także skrytykować, gdyż część rysunków zdaje się odstawać od reszty in minus. Co niezwykłe, braci Fiumara można nakryć parę razy na czymś, co należałoby po prostu określić mianem błędu rysunkowego. Przykładowo: dwa przylegające do siebie kadry, w jednym Lucyfer odbiega od stołu, ale w kolejnym stoi bliżej stołu niż w poprzednim, co dodatkowo nijak się ma do naszkicowanej dynamiki ruchu. Drugi rysunek zaprzecza pierwszemu. To akurat najbardziej widoczne expemplum, jednak uważny czytelnik znajdzie jeszcze kilka irytujących drobiazgów.

Mocną stroną komiksu jest scenariusz: interesujący, a nawet intrygujący. Jest w nim coś, co powoduje, że naprawdę chcemy dowiedzieć się, co tutaj zaszło, jaka jest przyczyna nietuzinkowej kondycji Lucyfera. Poznanie nie przychodzi łatwo, wręcz przeciwnie: historia jest mocno zagmatwana, raczej niedopowiedziana niż nazbyt jasna. Czytając komiks, zbieramy okruchy wiedzy, której nie rozumiemy, dopiero większy ich stosik (uskładany pod koniec lektury) pozwala ogarnąć intrygę. Ale i to nie udaje się w pełni. Diabelska komedia udziela odpowiedzi, lecz pozostawia też pewne rzeczy niedopowiedziane.

Komiks bardziej mi się podobał niż nie podobał, aczkolwiek koniec końców: jestem nieco rozczarowany. Sam do końca nie potrafię określić, co dokładnie popsuło moje odczucia, zwłaszcza że wyraźnie pamiętam też swój zachwyt i zaangażowanie. Może zatem diabeł tkwi w szczegółach? Lucyfer. Diabelska komedia to komiks z wielkim potencjałem fabularnym, dzieło dość skomplikowane jak na materię komiksową, bardzo klimatyczne, nawet fascynujące momentami, zarazem nierówne i niespełniające obietnic. Jest w tym pewien paradoks, gdyż to sami autorzy podnieśli dość wysoko poprzeczkę, sugerując, że są w stanie udźwignąć ciężar projektu. Moim zdaniem rzecz się im nie udała, aczkolwiek nadal uważam, że jest to bardzo dobry komiks i wart uwagi.

Metka:

  • Tytuł: Lucyfer. Diabelska komedia
  • Wydawca PL: Egmont 2020
  • Ilustrator: Max Fiumara, Sebastian Fiumara
  • Scenariusz: Dan Watters
  • W skrócie: Lucka problemy z głową

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s