„Batman. Zabójczy żart” – test Jokera

Niedawno (czymże bowiem są miesiące wobec eonów!) mieliśmy okazję zapoznać się z zaskakująco dobrą Harleen originem tytułowej bohaterki, ale i ciekawym przyczynkiem do postaci Jokera. Stanic wykonał naprawdę kawał dobrej roboty, prezentując swoją wizję historii, która doprowadziła psychiatrę do psychopatii. Prawem serii należało zatem przyjrzeć się innemu, dużo starszemu, poniekąd kultowemu originowi. Opublikowany w 1988 roku Batman. Zabójczy żart to wspólne dzieło Alana Moore’a i Briana Bollanda. W 2021 Egmont wypuścił na rynek odświeżoną wersję komiksu (DC 2016), w której pojawiło się kilka drobnych zmian w stosunku do pierwowzoru, przede wszystkim inna kolorystyka. Mimo wszystko, Batman. Zabójczy żart to nadal ten sam komiks, co wydany ponad trzy dekady temu. Czy nadal robi wrażenie? I czy jest konkurencją dla świeżego albumu Stanica?

To nie selfie w lustrze. To okładka. Źródło: https://egmont.pl/Batman.-Zabojczy-zart,608402,p.html

Przyznam uczciwie, że pierwotnej wersji nie widziałem, jednak ta nowa przekonuje mnie absolutnie – przynajmniej w zakresie grafiki i kolorów. Wizualnie jest trochę retro. Wystarczy popatrzeć na Nietoperka: te wielkie uszy, dość prosty kombinezon pozbawiony bardziej wyrafinowanych dodatków (sutków?), trochę jakby mniej operowania rzeźbą ciała (gdzie te sutki?!). Ma to swój urok i mi się podoba. Kolory – sprane, podbite szarościami, też dają radę, są niezłym kompromisem pomiędzy dążeniem w mroczniejsze rejony, a uniwersalnym i dość bezpiecznym poziomem saturacji. Kreska sama w sobie jest po prostu w punkt – czytelna, konkretna, z wielkim potencjałem w zakresie generacji świata przedstawionego i bohaterów. Brian Bolland odwalił naprawdę świetną robotę i należy raz jeszcze podkreślić, że mówimy o rysunkach mających trzy dekady, w czasie których parokrotnie zmieniały się mody. Poniekąd zatem Zabójczy żart wydaje się być pozycją ponadczasową.

Zapewne dla wielu odbiorców magnesem będzie nie nazwisko Bollanda, ale tego drugiego pana. Cóż, Alan Moore to swego rodzaju instytucja, którego sława rozprzestrzenia się także pośród osób niezainteresowanych komiksem. Wróćmy jednak do meritum. Zabójczy żart próbuje wyjaśnić, skąd się właściwie wziął Joker. Historia rozpięta jest na dwóch planach czasowych – jak łatwo się domyślić jednym z nich jest moment „stawania” się, drugi zaś to teraźniejszość, w której Joker jest już całkiem upierdliwym i kłopotliwym przeciwnikiem Batmana. To klasyczne „dwa w jednym”, gdyż każdą z tych historii możemy potraktować jako osobną opowieść, czy de facto osobny komiks. Nie ma pomiędzy nimi twardych powiązań, oczywiście poza osobą Jokera.

Warto podkreślić fakt, że ten Batman nie jest o… Batmanie. Owszem, zamaskowany wariant Bruce’a Weyna jest obecny na kartach komiksu, odgrywa nawet całkiem słuszną rolę, aczkolwiek należałoby powiedzieć, że dwaj adwersarze zamienili się pozycjami. O ile zatem zwykle to Joker (ewentualnie jakiś inny złol w kolorowym wdzianku i ze stosownym makijażem) jest potrzebny, by uzasadnić istnienie Batmana, tak tym razem to Batman stanowi nieodzowny rewers monety. To zresztą wynika z szeregu czynników. Sceną, na której występuje Joker jest Gotham, a wyobrazić sobie Gotham bez Batmana nie sposób. Wszyscy są tutaj na siebie skazani, choć ewidentnie miejsce na podium bywa wymienne. W komiksie pojawia się również komisarz Gordon i jego córka, mamy także okazję „poznać” żonę pre-Jokera. Pomiędzy tymi osobami występuje kilka różnych powiązań, zwykle cokolwiek dramatycznych, ale to jest oczywiste. Wiadomo, że Batmany są dość mrocznymi, dystopijnymi opowieściami, jednymi z tych, w których dobro zawsze jest przykładnie ukarane, a zło czasami również, choć jakby niekoniecznie robi mu to różnicę długofalowo.

Kluczowym wątkiem komiksu zdaje się być geneza Jokera – ta część historii została poddana desaturacji z wyłączeniem wybranych, monochromatycznych elementów, które w miarę jak wydarzenia nabierają tempa, przesuwają się z obszaru dyskretnych pomarańczy ku krwistym czerwieniom. Nie mam przekonania co do celowości tego zabiegu, choć sama idea graficznego wyszczególnienia retrospekcji nie jest niczym nowym ani tym bardziej złym. Największe moje wątpliwości budzi wrzucanie w kadry tych pojedynczych, kolorowych detali – nie jest to rozwiązanie z górnej półki, aczkolwiek nie jest też na tyle nachalne, by zrazić odbiorcę. Oczywiście to nie selektywne kolory, czy też odcienie szarości są tutaj najważniejsze. Wszystko wszak sprowadza się do tego wszystkiego, co doprowadziło zwykłego, porządnego faceta do przemiany w arcyprzestępcę i archetypicznego wręcz złola.

Wydarzenia dziejące się w teraźniejszości (z punktu widzenia świata przedstawionego) ukazano w klasyczny sposób, acz i tutaj Bolland zdecydował się przesunąć nieco suwak saturacji. W porównaniu do oryginalnego wydania z roku 1988 „nowy” Zabójczy żart jest ciut bardziej szary, mroczny. Kolory zdają się ulegać atmosferze opowieści, są zmęczone, wypłukane, smutne. Nie miałem, niestety, okazji mieć w ręku wydania sprzed paru dekad, mogę zatem powiedzieć tylko tyle, że kolorystyczny remake trafia w mój gust – bez silenia się na porównania.

To jest TEN kadr. Właśnie TEN. Źródło: https://egmont.pl/Batman.-Zabojczy-zart,608402,p.html

Batman. Zabójczy żart ma jedną, ważną wadę: jest pozycją dość krótką. 64 strony to nie jest najmniejszy możliwy wymiar kary, aczkolwiek nie jest to przestrzeń, w której dałoby się upakować zbyt wiele treści (Harleen, dla odmiany, ma 208 stron, a i formatowo jest odpowiednio większa). Szkoda. Alan Moore stworzył ciekawy scenariusz, tyle że nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że potencjał nie został wykorzystany. Zapewne mój osąd jest daleki od obiektywnego, wszak trudno mi ocenić ten komiks jako wydarzenie z roku 1988, choć rozumiem, że wtedy musiał wnieść sporo dobrego do światka. Dzisiaj nadal daje radę, aczkolwiek bardziej od pracy Moore’a – której nic nie chcę zarzucać – doceniam kreskę Bollanda.

Ostatnia sprawa: jak się Zabójczy żart ma do Harleen? Ja chyba pozostanę wielbicielem dzieła Stanica – wydaje mi się mocniejsze, pełniejsze, lepiej odpowiadające mojemu zapotrzebowaniu na rozbudowaną w głąb opowieść. Jest to jednak kwestia gustu i niczego więcej.

Metka:

  • Tytuł: Batman. Zabójczy żart
  • Wydawca PL: EGMONT
  • Ilustrator: Brian Bolland
  • Scenariusz: Allan Moore
  • W skrócie: nie wszystkie żarty są zabawne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s