„Stumptown” – filmowy kryminał

Klimaty noir to nie tylko prochowce, noc i szklaneczki whisky w oparach cygar. Noir można odmieniać na rozmaite sposoby, a jeden z nich został zaprezentowany przez Grega Ruckę i Matthew Southwortha w komiksie Stumptown. Pierwsza część serii – o ukrytym podtytule Sprawa dziewczyny, która zabrała ze sobą szampon (ale zapomniała o mini) – przenosi nas do odległego Portland w stanie Oregon. Poznajemy tam Dex – młodą kobietę, a przy okazji prywatnego detektywa. Jak na reminiscencję historii noir przystało, Dex jest bystra, skuteczna i skazana na zawodowe niepowodzenie tudzież finansową katastrofę – wszak co by to był za kryminał, gdyby dziewoja woziła się mercedesem, a kasa wysypywała się jej z kieszeni? No właśnie. Na szczęście wszystko tutaj jest takie, jak powinno – pani detektyw może biedna jak mysz kościelna, ale sprawna jak Poirot. A i historia trochę pogmatwana, taka bez jasno wytyczonych linii rozgraniczających dobro i zło… zaraz, zaraz… o jakim dobrze my tutaj w ogóle mówimy?

Pod względem graficznym Stumptown to dobrej klasy klasyka – jakkolwiek głupio to brzmi. Kreska z gatunku prostych, dość oszczędnych, raczej niepopadająca w nadmierne detale, jednak czytelna i czysta. Z pozoru niestaranna, szybka, a jednak przemyślana. To na co zwykle zwracam uwagę, czyli twarze, są odpowiednio żywe. Brakuje im może lepszego światłocienia czy stosownych szczegółów – to nie portrety! – oddają zarazem wszystkie wymagane emocje. Łatwo nam odczytać strach, gniew, niepokój. Z drugiej jednak strony parokrotnie miałem problem z rozpoznaniem postaci – niektóre dramatis personae są odpowiednio charakterystyczne, inne niekoniecznie i przy tak umiarkowanym poziomie detali bywa, że miewamy problem z natychmiastową identyfikacją. Nie dotyczy to naszej Dex. Może to kwestia jej stroju? Mniejsza o to. Pomimo odrobiny grymaszenia muszę przyznać, że grafika w Stumptown bardzo mi odpowiada. Jest taka w sam raz, by przyjemnie przemknąć przez komiks, nie męczy, a nawet budzi drobne sentymenty. Kolorystyka względnie neutralna – nie przeszkadza, ale i nie napędza wizualiów. Dyskretna, stonowana, swoją robotę czyni.

Fabularnie i scenariuszowo Stumptown jest w porządku, aczkolwiek jest to obszar odrobinę problematyczny. Z jednej bowiem strony mamy tutaj fajną historię, która trzyma się kupy – powiedziałbym, że opowieść jest nawet nieco książkowa – i która jest interesująca sama w sobie, z drugiej zaś… czegoś zabrakło. Może odrobiny „ciężaru”? Jest po prostu zbyt lekko czy nawet letnio. Akcja rozwija się szybko, mamy kilka swego rodzaju twistów, a po drodze ktoś dostaje łomot – niby wszystko gra, a jednak… po prostu czegoś brakuje. Miałem wrażenie, że czytam scenariusz serialu telewizyjnego. Może takiego lepszego i z górnej półki, ale serialu. Chyba niewiele brakło, by całość stała się nieco konkretniejsza, bardziej wyrazista. A może to kwestia gustu? Czyżbym po prostu wolał thriller od prostej sensacji? Niewykluczone.

Na koniec uwaga do wydania. O ile właściwa część – czyli sam komiks – została zaprezentowana prawidłowo, to mam pewne zastrzeżenia do kilku detali wokół. Wydanie zaopatrzone zostało we wstęp, co nie jest niczym nowym, powiedzmy, że właściwie stanowi to zwyczajową praktykę na rynku, służącą zapewne przede wszystkim sztucznemu pompowaniu objętości, ale mniejsza o to. Kłopot tkwi w tym, że z jakiegoś powodu dobrano totalnie niekomfortową czcionkę – krój nie jest idealny, lecz to co zatapia cały okręt to rozmiar. Taki na zdrowe oczy i dobre oświetlenie. Ciemne, fakturowane tło, mikroskopijna, ale za to pogrubiona czcionka – jaki zamysł legł u podstaw tego rozwiązania? Czyżby próba zmęczenia czytelnika nim ten dotrze do głównej części? Poniekąd rozumiem, że Wydawca chciał wpasować się klimatem w prezentowaną pozycję, jednak w efekcie uzyskał efekt tak dramatyczny, że aż się chce mi o tym wspominać.

Stumptown to komiks – koniec końców – średni, jednak, jakkolwiek dziwnie to brzmi: pozytywnie średni. Nic tutaj nie jest wybitne i nic nie sili się na niezwykłość. Nic nie jest też liche czy złe. Każdy element komiksu – czy to związany z fabułą, czy z grafiką – jest dopracowany i sensowny, a wszystkie razem układają się w zgrabną całość, którą bardzo fajnie się czyta. Jest jednak poczucie niedosytu, bo Stumptown mógł być lepszy – nadal niekoniecznie wybitny, jednak przynajmniej bardzo dobry. Powiedziawszy to muszę zarazem przyznać, że zdecydowanie sięgnę po kolejne części, gdyż dzieło Southwortha i Rucka przyjemnie wypełnia przestrzeń pomiędzy pozycjami ambitnymi czy wręcz artystystowskimi, a superbohaterską sieczką i opowieściami o niczym. Stumptown jest nie dość dobry na bardzo dobry komiks, ale i jest zbyt dobry na po prostu dobry komiks.

Metka:

  • Tytuł: Stumptown
  • Wydawca PL: Mucha Comics
  • Ilustrator: Matthew Southworth
  • Scenariusz: Greg Rucka
  • W skrócie: gotowy scenariusz na film

2 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s