„Zoo zimą” – mangowo i kontekstowo

Polscy Otaku, czyli fani mangi, znajdują się w gorszej sytuacji niż ich bracia z Japonii – co oczywiste – ale i mają nad tamtymi jedną przewagę, która jest już znacznie mniej oczywista. Japoński rynek wydawniczy jest dość chaotyczny i zdaje się cierpieć z grzechu nadmiarowości. Rynek polski: wręcz przeciwnie. Mangi u nas pojawia się niewiele, a jeśli już bywa tłumaczona i wydawana nad Wisłą, to bardzo często są to szczególnie interesujące pozycje. Zresztą, skoro już o tym mowa, nie sposób mówić o mandze w Polsce, nie wspominając wydawnictwa Hanami, które właściwie zdominowało tę niszę. Nie mielibyśmy zapewne nic przeciwko, gdyby wydawali znacznie, znacznie więcej, lecz to co wypuszczają, zazwyczaj ma pewną wartość i jako takie jest warte uwagi nie tylko samych otaku. Na tym blogu opisywaliśmy już świetną i intrygującą Muzykę Marie. Tym razem przyszła pora na Zoo zimą, dzieło Jirou Taniguchi, znanego między innymi z Ikara czy Wędrowcy z Tundry.

Okładka.

Zoo zimą to manga poniekąd autotematyczna. Głównym bohaterem tej opowieści jest Mistuo, młody chłopak, stawiający pierwsze kroki w dorosłym życiu. Mistuo, choć wcale tego nie planował, przez przypadek trafia pod skrzydła cenionego mangaki (autora mangi) – tam, krok po kroku, przebija się w stronę własnego triumfu, jakim zdaje się być wydanie własnego komiksu. Kariera początkującego artysty, choć pozbawiona typowo dramatycznych zwrotów akcji, nie jest jednak prosta, a wpływ na nią mają osobiste przeżycia twórcy. Szczególnie zaś relacje z bratem oraz miłość do kobiety. Zoo zimą to nie thriller, próżno zatem tutaj wyczekiwać mocnego uderzenia i takiegoż napięcia. W rzeczy samej ta manga to opowieść obyczajowa (zapewne można ją sklasyfikować jako manga gekiga), skupiająca się na drobnych, ludzkich problemach: od spraw sercowych po szeroko rozumiane kwestie związane z dojrzewaniem i odnajdywaniem się, czy też po prostu szukaniem swojej ścieżki życiowej. Mówiąc krótko: tym razem nie będziemy ratować świata, sorry.

Czemu ta opowieść ma taki, a nie inny tytuł? Tytułowe zoo to azyl, do którego Mistuo ucieka, by odpocząć od swoich problemów. Tam też oddaje się swojej wielkiej pasji: szkicowaniu. W zoo dochodzi także do paru pozornie drobnych wydarzeń, które mają wyraźny wpływ na wybory życiowe dokonywane przez bohatera.

Jirou Taniguchi odpowiada zarówno za ilustracje, jak i scenariusz. Graficznie Zoo zimą odbiega nieco od powszechnego wyobrażenia o mandze: kreska jest realistyczna, próżno szukać tutaj abstrakcyjnych zabaw fizjonomią (ponownie sorrki: wielkich… oczu tutaj nie ma). Technicznie wszystko jest poprawne, zarazem dość zwyczajne. Czy to źle? Nie, oczywiście, że nie. Forma w zupełności odpowiada potrzebom treści. Tu nie ma miejsca na efekciarstwo, co nie zmienia faktu, że Taniguchi wykonał dobrą robotę. Jego warsztat jest bezbłędny, a utrzymanie spójności pomiędzy grafiką a kanwą historii to tylko dodatkowy plus dla niego. Tradycyjnie, komiks jest czarno-biały i – jak na Hanami przystało – wydany w układzie japońskim, tzn. czytamy go „od końca” i od prawa do lewa. Jedyne odstępstwo od japońskiej normy to papier, na którym wydrukowano dzieło: kredowy, niezłej jakości, zamiast taniego „pulpowego”, na którym zwykle wydawane są mangi w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Dla polskiego czytelnika Zoo zimą ma kilka bonusów niezauważalnych dla japońskiego otaku. Oprócz samej historii Mistuo mamy tutaj okazję spojrzeć na Japończyków „od kuchni”: jak wyglądają ich relacje w pracy, zwyczaje prywatne, jakie – wreszcie – rytuały, niuanse i społeczne ograniczenia wpływają na ich życie rodzinne. O tym, że Japończycy żyją według zupełnie innych zasad niż my, nikogo nie trzeba przekonywać. W pewnym sensie dla przeciętnego Europejczyka Japonia mogłaby leżeć na Marsie – zarówno ze względu na dystans geograficzny, jak i kulturowy dzielący Stary Świat i wyspy zasiedlane ongiś przez samurajów.

Wartość dodaną zapewnia także możliwość spojrzenia za parawan i podglądnięcie, jak właściwie wygląda praca mangaków. Nie da się ukryć, że mangaków w Europie uświadczyć możemy tuluż co Shogunów… czyli w ogóle. Zapewne pewne elementy pracy twórców komiksów tutaj czy w Ameryce nie są aż tak odmienne od tego, czego doświadczają ich koledzy w Tokio, aczkolwiek bycie mangaką na pewno jest jednak czymś zupełnie innym, chociażby z uwagi na pozycję mangi w japońskim społeczeństwie.

Zoo zimą nie jawi się jako pozycja obowiązkowa. To spokojna manga obyczajowa, którą przyjemnie się czyta (i ogląda), ale która nie zrobi nam żadnego „zing”. Rzecz trochę bardziej w stronę Idącego człowieka niż Ikara.

Metka:

  • Tytuł: Zoo zimą
  • Wydawca PL: Hanami
  • Ilustrator: Jirou Taniguchi
  • Scenariusz: Jirou Taniguchi
  • W skrócie: droga wiodąca do mangaki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s